24 sierpnia 2016

Kraków - podejście pierwsze.

Wycieczki szkolne zwykle są długie i nużące. Takie właśnie lubię. Niestety nie było mi dane zobaczyć Krakowa od tej (dla niektórych) nudnej strony. Lubię wiedzieć, lubię znać historię, a na Wawelu nie byłam – wstyd.
Decyzja zapadła, organizujemy wycieczkę do Krakowa. Zaraz… zaraz… organizacją bym tego jako tako nie nazwała, bo nie wiedzieliśmy jak się za to zabrać, od czego zacząć. Szperanie po Internetach i szukanie typowych tras i informacji nie pomogło więc pojechaliśmy „ot tak sobie”. W święto, 15 sierpnia. To był pierwszy poważny błąd.

Aleeee od początku… 

Wydawało nam się, że godzina 10 będzie odpowiednią na wyjazd z domu – wydawało. 10 rano to absolutnie za późno! Byliśmy na miejscu po godzince, samochód zostawiliśmy na parkingu przy muzeum (25 zł doba, parking podziemny – wydawało się najlepszą opcją, ponieważ po krakowskich bezpłatnych parkingach się nie orientujemy – o ile takie istnieją).

Planty - widok na Wisłę oraz Wzgórze Zamkowe


Snapy, snapy, snapy...


Udaliśmy się w kierunku zamku – taki był plan, nasz jedyny plan. Idziemy, w zasadzie to żadne z nas nie wiedziało gdzie, jak to mówią – podążaliśmy za tłumem. Ten doprowadził nas nad Wisłę. Widok zamku i cudownego nadrzecznego krajobrazu zagwarantował nam uśmiechy na kolejne 15 minut.
Problemy związane z drogą i kierunkiem zastąpiły kolejne. Po wejściu na wzgórze stanęliśmy w kolejce do kasy biletowej na zamek. Jak się okazało, o godzinie 11 dostępne były już tylko trzy wystawy, miejsca do zobaczenia. Kolejka była tak długa, że postanowiliśmy przełożyć nasze zwiedzanie zamku. Skłamałabym, gdybym napisała, że ten fakt nawet mnie uradował – byłam załamana. Jednak to nauczka na przyszłość – zwiedzać w dni powszednie, ustawić się w kolejce przed 10! 

Godzina 11:15 - pod Wawelem pielgrzymki...

Zwiedzanie zamku okazało się malutkim niewypałem także obraliśmy nowy kierunek przybliżenia sobie historii – Katedra. Tak, o godzinie 11 już były tam kolejki, warto również dodać, że kasy biletowe czynne były dopiero od 12.30 w ten dzień. Ukochany wpadł na genialny pomysł opuszczenia wzgórza zamkowego, bez zobaczenia NICZEGO. Popadłam w rozpacz.

Postanowiłam kolejny raz udać się za tłumem – tym razem na dziedziniec arkadowy Wawelu. Widziałam go już – na zdjęciach, znam z wielu książek (nie tylko historycznych).

Dziedziniec Arkadowy Wawel

Jest on niewątpliwie ważnym elementem renesansowej przebudowy zamku (1506-1534 – Zygmunt Stary i Zygmunt August - Jagiellonowie). Można się na niego dostać przez bramę, przebudowaną również na styl renesansowy.

Brama wejściowa (wyjściowa w zasadzie również) na dziedziniec
 
Dziedziniec z krużgankami są elementami trzech skrzydeł mieszkalnych oraz ściany kurtynowej (niestety nie było nam dane zobaczyć żadnej z tamtejszych wystaw).


Spojrzenie na cudowne renesansowe krużganki

Słoneczko troszeczkę "przypalało"

Tyle miał zwiedzania - odpoczynku potrzebował

Tak miała się zakończyć nasza wycieczka…
 
Kolejnym punktem (rzecz jasna spontanicznym) było uspokojenie burczącego brzuszka. Nie wiem czy tak bywa każdego dnia w dawnej stolicy, ale w ten pamiętny poniedziałek kolejki – gdziekolwiek – zaczynały się już na uliczkach.
Wędrowaliśmy więc w kierunku rynku. Dotarliśmy do Małego Rynku, gdzieeee UWAGA UWAGA, odbywał się festiwal pierogów! Grzechem byłoby nie stanąć w kilometrowej kolejce – musiałam spróbować pierogów z oscypkiem oraz rafaello z musem malinowym– te na słodko okazały się moim faworytem! Kto nie miał okazji skosztować – niech żałuje! Pierogarni Krakowiacy gratuluję smacznego wyrobu, a będąc na kolejnej wycieczce w Krakowie z pewnością zawędruję na ulicę Szewską poznać inne smaki!
Główny Rynek nie zaskoczył małą ilością turystów, a zwiedzanie kościoła Mariackiego nie było możliwe ze względu na odbywającą się tam mszę świętą.

A w Mariackim msza - już chciałam wyobrazić sobie sceny z WESELA S.Wyspiańskiego, takie smuteczki :(

Sukiennice - a czasu tak niewiele, żeby przejżeć wszystkie kramy ;c

Idziemy na zamek - TAAAAAKIE SZCZĘŚCIE, PATRZCIE LUDZIE


Takie maszerowanie, bez większego celu zajęło nam trochę czasu, także zdecydowaliśmy się na kolejne podejście zwiedzania zamku.

W drodze na Wzgórze wstąpiliśmy do kościoła św. Franciszka. Dostaliśmy sprzęt audio, który ułatwił nam zwiedzanie i przybliżył historię oryginalnych witraży Stanisława Wyspiańskiego, o których wiem wieeeeeele (nie chwaląc się – pisałam o nich na maturze). Było to dla mnie cenne doświadczenia, a zobaczyć witraż Boga Ojca na pewno wrócę.
Aaaaaa na zamku? PUSTKI! Została do oglądania Baszta Zamkowa oraz Smocza Jama, więc zdecydowaliśmy się na wcześniejsze zwiedzanie katedry wraz z przewodnikiem audio. Polecam! Gdyby nie to, nie ogarnęlibyśmy dosyć skomplikowanej mapki Katedry, a przy każdym ważniejszym miejscu przewodnik rzucił kilka ciekawostek historycznych.

Ukochanemu najbardziej spodobała się wieża z dzwonem Zygmunta (postanowił nawet sprawdzić legendę, że dotknięcie serca dzwonu lewą dłonią spełni życzenie – niestety, złapał prawą zanim dowiedział się o warunku lewej ręki – jak to się mówi PESZEK).

Szcęśliwy, bo jeszcze nie wie jaki to PECH!

Na mnie największe wrażenie wywarły podziemia, miejsca spoczynku władców i zasłużonych naszemu kraju (nie ukrywam, że najdłużej zatrzymałam się przy marmurowym nagrobku królowej Marii Kazimiery, znanej jako Marysieńki Sobieskiej, którą jestem oczarowana od dłuższego już czasu).

Z racji czasu, który nam pozostał postanowiliśmy zobaczyć Kraków z Baszty Zamkowej oraz odwiedzić smoczka, który zaskoczył nas w momencie, gdy wychodziliśmy z jego strasznej jamy – zionął „PRZERAŹLIWYM” ogniem, aleeeeee podobno to też „na szczęście”.

Widok na część Zamku z Baszty
To był wyczyn! Całe kilkadziesiąt schodów na Basztę!
Iiiiii tak pięknie widać Wisłę
Niczym Smoczek-Potworek
Resztę popołudnia spędziliśmy na rynku. Miłym zaskoczeniem było spotkanie kuzynostwa, które wpadło do Krakowa na kebab, wybierając się głównie nad wodę przy Zakrzówku, który nota bene też mamy zamiar sprawdzić.

Co to za wycieczka do Krakowa bez widoku na Mariacki...
Bo my się wszyscy moooooocno kochamy!

Aaaaaaaa! Ważne! Nie polecam domu luster na ulicy Mariackiej! Odradzam to miejsce wszystkim turystom, żadnej rewelacji, zmarnowane 8 złotych.



Soapbubbels - zrobiły na mnie niesamowite wrażenie! Kolejny pomysł na ciekawe animacje związane z pracą pedagogiczną !
A niewątpliwie potrzeba również wprawy w tworzeniu oooogromnych baniek! Brawa dla tego Pana!
Aż pod samą wieżę - w trakcie hejnału.

Do Krakowa jeszcze zawitamy, na pewno. W końcu ZWIEDZIĆ ZAMEK oraz zobaczyć inne dzielnice związane z historią, bo nie tylko Stare Miasto budzi zachwyt turystów…
Odpoczynek na Plantach... nieco spokojniej - pojechali do domu turyści!




P.S. Zapomniałam dodać! Waaaażne! Przyszli poloniści, maturzyśli (głównie oni) i cała reszta świata! Musem jest wejście do krypty wieszczów narodowych w Bazylice, weną napełnia sama świadomość bliskości Słowackiego, Mickiewicza czy Norwida!

6 komentarzy:

  1. Kocham Kraków ❤️ Nie mogę napatrzeć się na zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny przekaz, byłam w Krakowie, odżyły wspomnienia...było super. Będąc w Krakowie warto zajrzeć też do Wieliczki - kopalnia soli ma piękne wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków to nie miasto na "jeden raz" warto wracać - cieszę się, że mogłam chociaż odrobinę się do tego przyczynić :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Odrobinę męcząca, bo żadnego planu nie było - ale przecież takie spontany są najlepsze :)

      Usuń